czwartek, 12 września 2013

Komar tu, komar tam... a nie widać go.!

Z cyklu przerażające!
To nawet nie chodzi o zwyczaje jakie panują w Gruzji, bo to temat na osobną notkę i ciągle jest modyfikowana by mogła ujrzeć światło dzienne i dostać się do publikacji.
Możecie wierzyć lub nie… lecz w Gruzji też są KOMARY! Jest tu ciepło, nie ma blisko wody a są i to w ilości sama nie wiem jakiej.
Sam fakt, że są nie jest tak drastyczny jak to, że gryzą tylko mnie. Nikt nie jest pogryziony tylko ja. Moje nogi, ręce i nawet twarzy mi nie szczędzą. Śpię w długich spodniach, jestem przykryta, mam nawet skarpetki na nogach a one i tak potrafią się przebić przez wszystkie warstwy by rano obudzić się z kolejnym bąblem, w którymś miejscu mojego ciała. Gryzą obok siebie, wszędzie. Mam nie jednego bąbla a od razu ze 4  w jednym miejscu. Nie będę uwieczniać tego jak bardzo strasznie to wygląda musicie mi uwierzyć na to słowo pisane.
Najgorsze w tym wszystkim, że usłyszałam tylko jednego i tylko pierwszej nocy. A sprawdzam pokój codziennie i tak naprawdę nigdzie nie mogę znaleźć żadnego komora, który by mógłby mnie 

zjeść. 
Tym o to łatwym sposobem stałam się łatwą, bo wieczorami padam ze zmęczenia ponieważ mój mózg musi wiele się wysilić by nadążyć nad angielskim oraz gruzińskim co jest dla niego trudne i zostaje zaatakowana przez nie wiem ile osobników, które polubiły bardzo moją krew.
 /Tutaj może zaznaczę śpię długo, bo do nawet 9 rano! Więc przy trybie chodzenia spać o 22 z braku dostępu do Internetu, jest to bardzo duża ilość snu jak dla mnie, ba za długa czasami lecz ja lubię spać i mi to nie przeszkadza :)/
 Dlaczego tylko moją mogę przypuszczać, że przez tego kota, który pożarł połowę mojej bułki, a którego uwielbiam! Nie przypuszczałam, że polubię jakiegoś kota małego kota tak bardzo jak tego uparciucha jest naprawdę cudowny! Czy da się odmówić takim małym słodkim oczom :)?

wtorek, 10 września 2013

Konferencje międzynarodowe- da się!

Ah konferencje, konferencje skypowe Polsko-Norwesko-Gruzińskie. Da się? Da się!:)
Dzięki za wspieranie i te rozmowy chociaż w kryzysowej sytuacji biletowej, ale się i tak też da. Oby następna nasza konferencja była mniej krytyczna a bardziej pozytywna i optymistyczna :)

Gdyby ktoś potrzebował to aktualnie jestem pod gruzińskim nr telefonu:
+995 555-253-475
Jednak polecam się na skype: gabrysia_o


poniedziałek, 9 września 2013

First week...


Trochę to trwało, żeby udało mi się pozbierać do napisania notki jako pierwsze wrażenie -Gruzja. Jak wiadomo pobyt w nowym miejscu, z nowymi ludźmi, językiem jest ogromnym przeżyciem jak i dobrą przygodą.
Dla mnie pierwszy dzień był chęcią rezygnacji i szybkiego powrotu do domu. Stres, pierwsza podróż samolotem, nowe miasto, ludzie i jakieś dziwne wrażenie „nie nadajesz się tu”. Dużo, dużo jedzenia już na sam początek. Przekonywały, że to zbyt wiele do pokonania dla mnie i że, naprawdę lepiej wrócić. Z dnia na dzień zaczynam się przyzwyczajać do panujących tu obyczajów jednak jest to bardzo trudne. Gdy już cieszę się z dobrej pogody, którą można wykorzystać to brakuje dojazdu do miasta jak i również internetu by było łatwiej się kontaktować oraz, że nie ma Was tutaj bo z Wami wszystko można było szybko zorganizować. Tak dobija mnie aktualnie fakt internetu tylko od pon-pt w godz. od 10-17 (lub krócej) i do tego czasu lokalnego czyli 8-15 czasu polskiego gdzie większość z Was jest poza domem jak normalni ludzie i, że nie mogę porozmawiać z rodzicami eh.. Dlatego jeśli macie czasem trochę czasu i ochoty to odzywajcie się do mnie na skypie, bo może akurat uda się nawiązać połączenie jak to udało się z Norwegią co z tego, że do góry nogami lecz nie przerywało! Dzięki za uratowanie humoru przed weekendem no i chwilę rozmowy, że się faktycznie da :)!
Pierwsze załamanie takie mocne już za mną, oby następnych nie było chociaż wiadomo tęsknota jest ogromna! Tylko Wasza świetna poduszka ratuje mnie wieczorami i jak się okazuje weekendami by móc zobaczyć Wasze uśmiechnięte buzie Nie wiem czy w ogóle jest w stanie przetrwać te 10 m-c, ale jak pomyślę ile ciepła od Was płynie to właśnie mnie parzy jak słońce, które wyszło nad Gruzją!
Dodatkowo pierwsze problemy żołądkowe- mój tata, do którego kieruję tutaj ogromne dzięki. Pamiętał o zabraniu węgla. Poratował mnie w sb bardzo!
Mija mi pierwszy tydzień wrażeń. Jako tako do roboty aktualnie wiele nie ma, ba prawie nic. Co poniekąd mnie cieszy, bo mogę pisać z Wami długo i dużo.
Zaczęłam naukę gruzińskiego. Uczy mnie i Markete (drugą wolontariuszkę) Esmena, jest to osoba, która pracuje w stowarzyszeniu lecz umie rosyjski a przy nas próbuje uczyć się angielskiego również więc tłumaczenia niektórych słów na około bywają bardzo zabawne.
Szczerze mówiąc cieszę się, że w Holandii w czasie wolnych chwil podciągnęłam sobie trochę pisownie alfabetu i kilka słów załapałam z tego języka, bo jest mi teraz dużo prościej poprawnie zapisywać te litery. Dostaliśmy również słownik z podstawowymi zwrotami angielsko-gruziński razem z zapisem fonetycznym, fajna spraw i bardzo ułatwia naukę.

Po tym pierwszym tygodniu myślę, że bycie wolontariuszem nie tyle polega na dawaniu co czerpaniu z kultury, języka oraz obyczajów danego kraju. Jak i bycie bardziej otwartym na to co daje życie. Byle wolontariuszem uczy życia bez wględu na długość czasu na jaki się jedzie, jest to dobra szkoła życia.!


PS zróbcie mi zrzutę na bilet do domu na święta a później wrócicie ze mną na sylwestra co:)?
Uczcimy wszystkie zaległe urodziny w ciągu kilku dni ;)

czwartek, 5 września 2013

Welcome Georgia!

Czas zacząć przygodę. Czas zacząć pisać z Gruzji.
Więc może zacznę od początku. W poniedziałek, gdy to dokonywało się wielkie pakowanie miałam ogromne trudności z zamknięciem walizki, nadal nie wiem jak to zrobiła moja mama, że weszło wszystko co miało się tak znaleźć /tutaj dziękuje mojej mamie za zapakowanie mnie-szacunek!/.
Zmierzając dalej już w kierunku lotniska pogoda nie sprzyjająca podróży ulewny deszcz… Moja pierwsza podróż samolotem na szczęście bez większych przygód prócz ulewnego deszczu, burzy i kilku miejsc turbulencji lecz jak to stwierdził Jarek, którego poznałam w samolocie „takie turbulencje to nie turbulencje” :D.
Wylądowaliśmy bezpiecznie i bezproblemowo na lotisku w Kutaisi, dostaliśmy pieczątki do paszportu (czad moja pierwsza pieczątka w paszporcie):D.
Złapaliśmy taxi – nie polecam, za drogo lecz moje zmęczenie oraz Jarka i Rafała sięgało zenitu nie chciało nam się szukać i czekać tym sposobem przepłaciliśmy. Podróż okazała się być niesamowitym przeżyciem! Sam widok krów, koni, świń, które chodzą sobie po ulicy tak po prostu i w ogóle się nie przejmują nadjeżdżającymi samochodami był bardzo niesamowity a za razem zaskakujący jak dla mnie. W czasie drogi nasz kierowca zatrzymał się w pewnym momencie przy jakimś sklepiku idzie po kubki i rozlewa nam wino własnej produkcji, wytrawne wino /nie lubię wytrawnych!/, ale to było dość dobre lecz zaznaczę może była godz. 7 rano a ja od poprzedniego wieczoru nic nie jadłam prócz paru ciastek na lotnisku więc naprawdę nie był to dobry pomysł na mój żołądek, lecz obyło się bez większych przygód :).
Ok. 8 rano dotarłam do Zugdidi na plac centralny. Jak na wczesną porę miasto puste, zero osób nikt się nie krząta to nie czas by wychodzić z domu tak wcześnie. Jednak w Gruzji stanowczo dzień zaczyna się później. Gdy dotarłam do miejsca chwilowego mego zamieszkania na wieś /nie pytaj o jej nazwę nie wiem/ plan był prosty prysznic, śniadanie i do łóżka lecz po obfitym śniadaniu. Tak śniadanie w Gruzji jem prawie godzinę i jest tego masa, nie umiem się przyzwyczaić, że prócz czegoś ciepłego są jeszcze kanapki i ciasto i sałatka i dużo, dużo jedzenia :). Po tym bardzo obfitym śniadaniu stwierdziłam, że jadę do Zugdidi bo będzie Internet i będę mogła z Wami popisać chwilę. Tym sposobem znalazłam się w biurze stowarzyszenia i poznaje osoby i spędzam tu czas do ok. 17 lub ciut dłużej.
Aktualnie nic konkretnego nie robimy lecz myślę, że im się czas będzie rozwijać to będą konkrety. Na razie tylko była prezentacja na temat swojego kraju i miasta do wykonania /dzięki Sylwia za pomoc z tym!/, którą dzisiaj prezentujemy.

Tak więc kolejna notka o mym stanie i pierwszych wrażenia moich i tęsknocie, będzie niebawem.

poniedziałek, 2 września 2013

Ahoj przygodo!

wyruszam w drogę daleką drogę
trwać niby bezpiecznie już dłużej nie mogę
chcę odkryć to co zakryte przede mną
chcę szukać tego choć może nadaremno
chcę poznać prawdę o sobie samym
kim jestem co robię tutaj między wami 
zostawiam wszystko co wspominam najmilej
bo choć ważne było to tylko na chwilę
porzucam to co było najciekawsze
bo cieszyło mnie jednak nigdy na zawsze


kiedy wrócę tu jeśli wrócę kiedyś
jeśli znajdę to po co szedłem wtedy
jeśli zapytacie to odpowiem wam
żyję kocham ufam i prawdę już znam


udaję się sam na najwyższy szczyt
gdzie nie ma półprawd i nie przetrwa mit
gdzie wszystko widać od góry w dół
gdzie ujrzę całość a nie prawdy pół 
spędzę w ogromnym lesie długie tygodnie 
zapomnę to co proste i wygodne 
gdy wszystkie demony podejdą blisko 
gdy cisza i ciemność przerośnie wszystko
wtedy pójdę dalej jeśli starczy mnie
tak trudno jest zbudzić się po długim śnie


kiedy wrócę tu jeśli wrócę kiedyś
jeśli znajdę to po co szedłem wtedy
jeśli zapytacie to odpowiem wam
żyję kocham ufam i prawdę już znam


Tak właśnie czas wyruszyć w podróż w nieznane. Tak długo oczekiwana i taka niesamowita przygoda. Przed wyjazdowo czuje się bardzo bardzo nerwowa i strasznie zestresowana. Nawet nie wiem w co ręce włożyć i co spakować by niczego nie zapomnieć. Lista rzeczy do zabrania ogromna a bagaż tylko 32kg. Chyba to jest ten moment w którym nauczę się pakować tak by zabrać to co ważne i potrzebne a by nie brać z nadmiarem...”zbiera się doświadczenie a nie rzeczy”.
Chociaż skąd mam wiedzieć co się przyda no za te 5 miesięcy :)?
Jednak tak naprawdę najważniejsze rzeczy zostały wykonane. Aparat jest, komputer działa, moje duchowe akumulatory naładowane a głowa pełna pomysłów!
Więc proszę Was o trzymacie kciuków, bo kolejne...

...Kolejne informacje już z Gruzji. Adios!



/bez odbioru!/

piątek, 30 sierpnia 2013

approved

Dziękuje za materiały promocyjne mojego ulubionego miasta!:)
Aż takiej ilości ich się nie spodziewałam oraz tego, że są takie fajne.
Mam nadzieję, że w stowarzyszeniu też się spodobają tak jak mi, tylko czy aby wszystko jestem w stanie wziąć ze sobą...;)?

Ciężki czas. Jest stres, są nerwy. Dzień wylotu coraz coraz to bliżej. Pierwsze oznaki tęsknoty a za razem pełnej radości, że już nie bawem będę tam.
Jeszcze w poniedziałek do załatwienia kilka ważniejszych spraw z rana, ostatnie dopakowywanie i rozmyślanie co jeszcze.
Długo oczekiwane i ciężkie. Oby jak najwspanialsza przygoda mego życia!



niedziela, 18 sierpnia 2013

wakacji ciąg dalszy.

 Już po połowie sierpnia. Powinnam chyba zacząć się stresować tym co przede mną, ale jak na razie mam spokój duży spokój.
Wróciłam z pracy, siedzę w Cn od 2 tygodni sobie jednak nigdzie na razie nie pojechałam tylko ogarniam to co trzeba a za razem imprezowałam w doborowym towarzystwie. /tutaj należą się ogromne podziękowania Wam za to co uczyniliście z każdym dniem, wieczorem, nocą z każdym naszym spotkaniem, które niby takie zwykłe stawało się niezwykłe- lubię Was bardzo!/.
Aktualnie szukam ostatnich rzeczy potrzebnych do wyjazdu, których nie mogę kupić w Cn tylko muszę gdzieś dalej jeździć, ale spokojnie coraz mniej tego więc się cieszę, że powoli wszystko zostaje dostępne na miejscu.
Jeszcze tylko do ogarnięcia komputer, do skołowania jakiś aparat /czyżbym musiała kupić taki podręczny mały:/?/, zrobienie odprawy internetowo i czas wyjazdu coraz bliżej.

Gdyby ktoś chciał się spotkać to teraz jeszcze w Cn ten tydzień, następny początkiem Krk-Krzeszowice-Krk (wrócę koło śr, czw.) i kilka dni Cn.

Dobrych wakacji (jeśli nadal je macie
J)!