sobota, 5 października 2013

Part 4- historii ciąg dalszy.


Cześć 4 opowieści trwa ciągle, więc może trochę objaśnię co się wydarzyło. Miałam iść do lekarza po raz 2, ale jednak nie dotarliśmy tam. Nie, że nie chciałam...ale Nana wyjechała, Olga również, więc słabo by było iść z tymi co nie mówią po angielsku a ja nie zrozumiem lekarza (bo pewnie gruzin, no) i mi nie przetłumaczą wszystkiego dokładnie. Ogólnie to nawet już marudzę tylko w środku siebie jak się fatalnie czuję, żeby już nikt nic mi nie powiedział (no i Dominice przez skype-dzięki za wsparcie od początku tej historii!)
Tak więc po ponad tygodniu przestało mi się w głowie kręcić i ból głowy nie jest taki przytłaczający (ale ciągle jest pulsujący tam w miejscu uderzenia, czasami też szumi i kręci się), ale kark daje nadal popalić w jakimś stopniu do tego ta moja ręka. Niektórzy wiedzą, że rok temu będąc w pracy sprawiłam sobie nie małe problemy z prawym barkiem, które trwały bardzo długo. Teraz ogarnia mnie trochę ten stan, że znów ręka zaczyna nie pracować zgodnie z moimi oczekiwaniami. Tym razem od upadku. W nocy najgorzej, bo momentami w ogóle jej nie czuję, znaczy budzę się w tym wielkim szoku co się dzieje z moją ręką. Jest strach, po prostu no. Tym bardziej, że powoli w ciągu dnia też dzieje się nie za dobrze. Mam problemy z utrzymaniem kubka lub książki w ręce, ale staram się dzielnie walczyć.
A na to wszystko moje gardło padło. Boli, boli, boli. Zaczyna mnie dusić, chrypać i w ogóle wiecie... Nie wiem czy to po prostu z tego padającego deszczu czy to może gdzieś od tych wszystkich stresów? Czuję się dosłownie „jak zdjęta z krzyża”! Dawno nie miałam takiego stanu ogólnego połamania fizyczno-psychicznego. Blech.
Z racji tego, że szefostwa nie ma to umówiłam się na rozmowę przez skype z Magdą moją koordynatorką wyjazdu z PL by ją w sumie poinformować o tym co się wydarzyło, bo nie chciałam opisywać tego w mailu oraz by się zapytać jak wygląda sytuacja np. powrotu na dalsze leczenie w PL i powrotu później do Gruzji znów. Mam od niej zielone światło i wszelkie poparcie. Powiedziała, że będzie mnie wspierać w tym. Że mam pogadać na początek jak najszybciej się da z Olgą koordynatorką moją tutaj w Gruzji i powiedzieć wszystko nawet o ręce, żeby tego nie zostawić tak, bo to nie ma sensu i męczyć się niepotrzebnie też nie warto. Chodzi też o zadania, które mogę otrzymać i nie być w stanie wykonać. Jeśli nadal będę chciała wrócić by skonsultować to wszystko z lekarzem w PL to mam najpierw mam pójść skonsultować się z lekarzem tutaj lokalnym kiedy mogę lecieć by nie było jakiś niespodziewanych problemów w czasie drogi. Tym bardziej, że ostatnio mam wysokie ciśnienie. A wiecie jak to poznaje się a po tym, że głowa boli z tyłu. To właśnie ból z tyłu jest od zbyt wysokiego ciśnienia. Dlatego też Magda nawet zrozumiała moje obawy podróży samolotem przy zbyt wysokim ciśnieniu chyba bym im tam na zawał zeszła... Tego to nie mam zamiaru zrobić, bo chce żyć i z Wami spędzać świetnie czas.
Tak więc nie wiem co się wydarzy i jeszcze może okazać się, że wrócę do Was jeszcze w październiku na kilka- kilkanaście dni. Nie wiadomo co i jak jeszcze. Zobaczymy tak naprawdę po dalszych rozmowach i konsultacjach co wyjdzie.

Historia ciągnie się dalej....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz