wtorek, 15 października 2013

Borjomi/Bordżomi

Bordżomi (dawniej Abbas-Tuman; gruz. ბორჯომი) – miasto uzdrowiskowe w Gruzji w regionie Wewnętrzna Kartlia. Położone jest w górach Małego Kaukazu, nad rzeką Kurą (w Wąwozie Bordżomskim). Wokół miasta roztaczają się tereny Parku Narodowego Borjomi-Kharagauli. Zamieszkiwane jest przez około 15 tys. mieszkańców.
Miasto zostało założone w 1829 roku. W latach trzydziestych XX-wieku odkryte zostały chlorkowo-wodorowo-węglanowo-sodowo-wapniowe wody mineralne, mające leczniczy wpływ na drogi żółciowe i choroby przewodu pokarmowego. W czasach sowieckich miasto zyskało status modnego uzdrowiska. Pozostałością lat świetności jest park Likani, w którym znajdują się dawne pałace rodziny carskiej. Obecnie ogólnodostępne są gorące i zimne źródła w parku zdrojowym.
Miasto słynie z butelkowanej w tym uzdrowisku wody mineralnej "Borżomi". W maju 2006 roku, na fali ochłodzenia stosunków rosyjsko-gruzińskich, rosyjskie władze zakazały importu wody Borjomi do Rosji, co ze względu na siłę marki, spotkało się z protestami. Pomimo utraty głównego rynku zbytu, producent wody kontynuuje ekspansję w innych krajach (w 2006 roku, wśród odbiorców wody było 28 państw).
Bordżomi kandydowało do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2014 roku, jednak nie zostało wybrane (Igrzyska odbędą się w rosyjskimSoczi).
/z zacnej wikipedi/

A tak ode mnie to mieliśmy wolny poniedziałek, więc czemu nie wykorzystać tego. Tak więc w sobotę rano wybraliśmy się pociągiem do Chaszuri (o podróżach pociągiem innym razem), podróż długa, bardzo długa jakieś 6 godz, bo to ponad 200 km do przejechania było. Po przyjeździe pytamy się lokalnych ludzi o transport do Bordżomi, jakaś miła pani kazała mam wsiąść w jedną marszutkę, która podwiozła nas na miejsce odjazdu marszutek do naszego celu. Mamy 15 min, szybkie ogarnięcie owoców na bliskim straganie i mkniemy dalej, w góry! Piękne widoki, piękne. Wysiadamy w centrum miasta i idziemy do informacji gdzie dostajemy masę wieści. Znajdujemy tani nocleg (jak nam się wydawało 10 lari), zostawiamy rzeczy i idziemy sobie do parku, w którym można pobrać wodę do picia oraz jest basen. Tak więc godzina późna się robi idziemy przez las, przez nasz park w celu dotarcia do basenu, ale po jakiś 20 min drogi stwierdzamy wracamy jest ciemno i nic tu nie ma. W czasie drogi powrotnej spotykamy dwóch chłopaków, którzy jak się okazało robią objazd po Gruzji – jeden bardzo miły Gruzin a drugi Rosjanin. Zawracamy z nimi do miejsca basenu. Pięknie tam. /Ja nie pływam, bo wiadomo ledwo co się wyzbierałam/ temperatura wody ok. 30stopni, niebo, gwiazdy, księżyc, skały i las. Czy może być piękniej? Może! I o tym za chwilę :).
Wróciliśmy z nimi do centrum, poszliśmy na kawę i jak się okazało można nocować taniej, bo za 5 lari (tak więc na następną noc się przenosimy). Wróciliśmy do naszego pokoju z planem następny dzień- park narodowy i góry! Tak więc rano (że nd to centrum parku otwarte od 10), przeniosłyśmy rzeczy na nowy punkt noclegu i wyruszyliśmy do centrum parku, by się zarejestrować. Ot co. Tak właśnie zarejestrowałyśmy się dostałyśmy zgodę na wejście do Borjomi-Kharguli National Park. Wyruszamy na jednodniową trasę z nowymi znajomymi z Izraela. Trasa 6 godzinna, taka na ten jeden dzień. Idziemy, idziemy, idziemy w górę, w górę, w górę.! Oh słońce pięknie opiera się i przedziera przez drzewa. Jest pięknie. Tak kolorowo. Jesień, słońce i góry. Robię sobie czasem jakieś zdjęcie, czasem przystanę, bo sił brak ale tak fajnie jest, że naprawdę się cieszę, że mogę uczestniczyć w tej wyprawie:).
Stajemy w słońcu, obserwujemy piękne góry, takie widoki, przestrzeń. /Dla bywalców górskich nie trudno to zrozumieć/.
Po wejściu na szczyt czas zejść na dół. Jak się okazuje, zejście jest bardzo, bardzo strome. 2 razy ląduję na tyłku nie tylko dlatego, że się ześlizgałam ale również dlatego, że moje kolano, nie chce współpracować, ba ono całe drży i w ogóle ciężko zrobić kolejny krok. Gdzieś w myślach marzy już mi się cywilizacja, prosta droga i jedzenie. Tak więc chwila przerwy przy rzece i patrzymy jedzie samochód. Więc czemu nie. Łapiemy go na stopa, myślimy dowiezie nas do wyjścia super. Jak się okazuje nas kierowca miał w ten dzień urodziny! Lądujemy na jego imprezie urodzinowej- głodni turyści. Jest masa dobrego jedzenia, wina i wódki! W momencie, gdy pochłonęliśmy już masę wszystkie zarówno części stałych jak i płynnych dziękujemy i udajemy się do wyjścia. Wszyscy pijani cała nasza 5 osobowa ekipa. Łapiemy taxi i wracamy na nocleg, bo co innego można zrobić. Po tym mixie nic nam nie jest, wysypiamy się długim snem.
Plan na dziś jedziemy do Bakuriani – miasto uspane, wszystko zamknięte. Brak sezonu. Wracamy pociągiem 2 godz. tylko dla widoków, które tam są i z racji, ze mieliśmy dużo czasu…
W Bordżomi poszliśmy na kawę/herbatę i wyruszyliśmy w drogę powrotną do Chaszuri ostatnią marszutką o 18.40. Więc w Chaszuri jesteśmy po 19 a nasz pociąg odjeżdża dopiero o 23.20! Czujecie. Tak siedzieliśmy na stacji, na której można rzecz nic nie było przez 4 godz. by móc po tym ogromnym czasie oczekiwania ruszyć w podróż powrotną  nocnym pociągiem z miejscami do spania. Ulokowaliśmy się wygodnie i po prawie 7 godz wróciliśmy do Zugdidi.
Była to piękna podróż. Podbudowująca moje zdrowie i moje samopoczucie. Pogoda, góry, dobre zdjęcia wiecie- tego mi było trzeba.
Tylko szkoda, że nie możecie tego ze mną dzielić- bo „szczęście jest prawdziwe tylko wtedy gdy się nim dzielimy”.


PS oto moim zdaniem najlepsze foto z parku narodowego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz