czwartek, 31 stycznia 2013

Marzenia do spełnienia.

To chyba mogę powiedzieć i poinformować wszystkich, jak i tak większość już się o tym dowiaduje:
jestem wolontariuszem (EVS) w Gruzji wrzesień 2013-czerwiec 2014. Tak, tak, tak aż 10 miesięcy na poznanie kultury, kraju i języka.
Tak, tak dobrze czytasz. Udało się. Spełniam marzenie zobaczenia kawałka europy wschodniej.
Mam aktualnie takie wzloty radości i smutku. Rozterki jak, co i dlaczego. Wszystko będzie nowe, niespodziewane i takie wow! Mam nadzieję, że będzie więcej pozytywów niż negatywów. Czytają aktualnie wiele blogów, stron i wszelkich rzeczy związanych z Gruzją mam masę rzeczy, które muszę załatwić. Na moje szczęście nie ma wiz wjazdowych. Myślę, że to już jeden ogromny plus, zostały zniesione nie tak dawno jak wychodzi...
Niby do wyjazdu mam jeszcze 8 miesięcy i to na dzisiaj chyba nawet równe 8 miesięcy. To będą te ciężkie 8 miesięcy przygotowań, załatwiania paszportu, naukę własną podstawowych zwrotów po gruzińsku (chociaż w wymowie o piśmie na razie nie myślę), szukaniu miejsc, rzeczy, jakiś przewodników rzeczy, które warto zobaczyć i co zjeść. Aktualnie mój stan umysłu można zoobrazować poprzez jedno zdjęcie: Właśnie czuje się jak multum myśli naciera ze zdwojoną siłą, a radość sprawia że sprawy teraźniejsze się oddalają. Tak właśnie...To tylko.





Mam ogromną nadzieję, że ten czas przygotowania jak i również czas w Gruzji, który spędzę będzie niesamowitym doświadczeniem i czymś co będę wspominać później przez lata. Po wszystkich zdjęciach jakie obserwuje Gruzja jest piękna... ale o tym co zachwyca i dlaczego akurat jadę do Gruzji będzie później.
A tym czasem:
do widzenia: ნახვამდის! (nakhvamdis ) lub dzień dobry გამარჯობა! (gamarjoba!) zależnie od momentu, w którym czytasz tą notkę.
 I dobrze jest mieć poczucie, że starszy Brat jest dumny z pomysłów wyjazdowych.! Świetne uczucie wiecie?:)

środa, 30 stycznia 2013

volunteer it is me :)

Nie mogłam się powstrzymać, by nie napisać dziś jeszcze raz:
Takie wiadomości na dziś mailowe:).

"I hope, you will be our volunteer!"

wtorek, 29 stycznia 2013

walczyć do końca...

W życiu bo ­wiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. /P.Coelho/ 
a jedną z ich są marzenia... one na prawdę mogą się spełnić.!

Prawda, że się nie cieszę za szybko... co?

Czy to mądre, rozsądne, przemyślane- na pewno do końca nie przemyślane, rozsądkiem chyba też ma mało wspólnego a co do mądrości tym bardziej się zastanowię.

niedziela, 27 stycznia 2013

Sobotnie mailowe zamieszanie


Poranne przebudzenie, wejście na maila a tam zaskoczenie 33 wiadomości od mojego Stowarzyszenia i to nie był koniec wiadomości na dziś. Co chwile było ich wiele, bardzo wiele. Tylko dlatego, że mają organizację, z którymi już współpracują i poszukują dla niektórych wolontariuszy. Ja sama wysłałam znów multum wiadomości. Czekam na wiadomości na jakieś propozycje, czekam aż ktoś napisze czekamy na Ciebie przyjeżdżaj od sierpnia lub września.Czasami odpowiadają, ale mało kto. Czasami a raczej na razie w większości są to wiadomości z prośbą o wysłanie aplikacji po 1 lutym.
Jest to strasznie napięty czas. Czas ciągłego poszukiwania odpowiedniego projektu i miejsca. Tak trudno znaleźć to miejsce, w którym człowiek spędzi kolejny rok. Widzę, że trzeba ciągłego szukania aż się znajdzie. Szukać i nie poddawać się w tym szukaniu. A tak naprawdę strasznie się boję. Może jestem odważna, ale się boję.
Nawet nie tego, że pojadę na rok, jeszcze nie wiadomo gdzie i co dokładnie tam będę robić, ale jakiś taki głos rozsądku, który mówi a czy nie za szybko?
Kto nie próbuje ten nie osiągnie. Życie chyba jest od tego by próbować i codziennie wzrastać w swoich postanowieniach. Musimy zdobyć się na odwagę by porzucić ustatkowane życie w domu i rzucić się w nową niespodziewaną rzeczywistość. Taką, która przyniesie chwile radości ale również kryzysy.
Przecież tak naprawdę każdy dzień staje się wezwaniem do walki. Tej dobrej walki o to co cenne dla nas. A jak wiele razy olewamy to i stwierdzamy, że nam się nie chce? Poddajemy się tak szybko. Zamiast spróbować jeszcze raz wstać i zrobić kolejny krok.
Tym bardziej teraz. Nie poddam się. Może rozsądek mówi, że to nie mądre, że niesie wiele niewiedzy, jest to niepoważne, jest to też może poniekąd niezrównoważone?
Tak, ja chce być nie mądra, nie wiedzieć wiele, być nie poważna, szukać odwagi i próbować docierać do wyznaczonego celu. Marzenia są po to by je spełniać, a spełnić je tylko możemy gdy odważymy się przeskoczyć kolejną przepaść. Życie stoi otworem tylko dla tych, którzy ryzykują i trochę potrafią wykazać odwagi i zaufać.
Chęć podróżowania, zobaczenia świata oraz poznania ludzi jest silniejsza niż mój rozsądek.
„Świat to księga, ktoś kto nie podróżuje czyta jedną jej stronę”

/kwestii uczelnianych:
-2 poprawkowe kolosy
-1 zerówka do napisania
-1 zerówka czekamy na wyniki
-ciągłe umieranie nad inżynierką… /nie umieraj dżdżownico- dzięki Mika.:)/

PS gdy ktoś nie ma konta google to komentarze można pisać jako Open ID (ostatnia pozycja do wybrania, lub logować nie potrzeba ):)

wtorek, 22 stycznia 2013

pytasz? słuchaj jak odpowiadają.


Pytać, słuchać, odważyć się, nie bać się, pamiętać o wsparciu, „dzielny wojownik!”.
Tak właśnie kilka słów nasuwa mi się po tym weekendzie, który spędziłam w bardzo małym wspólnotowym gronie, ale jakich „Bożych szaleńców!”.
Czasami warto olać sprawę zaliczeń i zostawić czas na przemyślenia swoich spraw, które wynikają. Chwila rozmowy, opanowania daje dużo możliwości.
Pobycie w ciszy i przemyślenie. To jest coś. Wycisz się. A pomysły same zaczną wpadać do głowy. To nie ważne, co chodzi po głowie, bo myśli tysiąc. Ważna jest ta jedna, a odpowiedź na nią możesz usłyszeć tylko we własnym sercu. Zaskakuje. Mnie zaskoczyło! Pozytywnie, ale o to też chodziło. Jeszcze bardziej pewna na to by jechać, ale teraz już bez nastawienia na jakieś państwo. Po prostu tam gdzie będzie potrzeba, gdzie mnie przyjmą tam pojadę. Po prostu. Będzie to dobre. Będą kryzysy, ale do pokonania. Z takim zapasem energii, dobrego, humoru i optymizmu wszystko można pokonać. Tylko trzeba dobrze zarysować plan, bo bez planu będzie trudno. Jednak i to dam radę pozbierać w jedną całość.

Ze względów uczelnianych to może tak:
-2 kolosy w plecy (1przedmiot wrrrr…)
-2 kolosy oczekiwania na wyniki
-praca inżynierska ciągle do poprawy + braki w danych
-2 egzaminy zerowe przed mną.
Jaki będzie rezultat, nie wiem. Oby jak najlepszy.
Tym czasem udaje się do czytania książki i trochę rozmyślać co dalej i jak to złapać by miało swój początek i koniec.

PS Z serii kolejnego maila ze stowarzyszenia tym razem Estonia na podsumowanie:
 „Good Luck in everything you do!

czwartek, 17 stycznia 2013

weekend z hamulcem awaryjnym


Mądrości życiowej… Przydało by się jej trochę więcej.
Wiecie czuje się bardzo szalona. Ja szaleje. Nie na poważnie muszę wrócić do rzeczywistości. Przydało by się ogarniać te zaliczenia, nie…? Nic nie mówiąc, ale nawet maile po angielsku są przyjemniejsze niż prawo. Bywały gorsze rzeczy, więc i prawo trzeba przeżyć. Jak bym miała wrócić do rzeczywistości związanej z EVS to odczytując kolejne maile ze stowarzyszeń, których państwo jest całkowitym dla mnie zaskoczeniem, bo wymyśliłam je chyba jako jedno z ostatnich i nie wiem skąd mi się ono urwało (możecie zgadywać jak ktoś ma pragnienie zabawy:)) to są rzeczowi i odpisują. Zapisy na projekty się skończyły te do 1lutego by złożyć wniosek, ale bardzo serdecznie zapraszają by wysłać im zgłoszenie zaraz na początku lutego. Piszą również, że czekają na wieści. Tak, tak, tak. Pewnie, że się odezwę. Co mi szkodzi?
Trzeba próbować na wszystkie strony. Dobry czas by wyjechać.
To kto zgaduje, co za kraj się odezwał?:)
Jedno co mnie naszło… to mój Anioł Stróż ma nieźle przechlapane ze mną, ale jeszcze daję radę. Taką mam nadzieję :).
Wyjeżdżam to obgadać. Trzeba czasami, tak po prostu te za i przeciw. Trochę zwolnić. Bez odbioru do niedzieli (jak wrócę) lub nawet wtorku jak już miną zaliczenia.
Jak to mówią alleluja i do przodu!

wtorek, 15 stycznia 2013

EVS już? Nie obrona trzyma....

Wchodzę sobie dzisiaj na maila, po zajęciach. Nie jak mam w zwyczaju 30raz w ciągu dnia ponieważ były zajęcia i nie sprawdzałam jakoś poczty. A tak niesamowite wieści...takie, że z trampek wyrywają (tylko owych nie posiadam:)).
To stowarzyszenie, co ma mnie wysłać, szukało dzisiaj pilnie, bardzo pilnie wolontariusza na zatwierdzony projekt do Rumunii od 1 marca. Czyż to nie fajne, tak już, teraz na czasie? No nie do końca, projekt dla mnie. Obrony czas wypada po 1 marca, więc nie mogłam im z entuzjazmem odpowiedzieć jestem chętna! Pewnie w innych okolicznościach nawet bym się minuty nie zastanawiała, bo po co?
Rumunia... Właśnie a co można robić w Rumunii?
"tam ludzie są bardzo życzliwi.(...) między wioskami można bardziej poznać tamtejszą kulturę- prawdziwa Rumunia jest na wioskach:)"


Fajnie tak, kolejny dobry kraj... Może o nim też powinnam pomyśleć?

I nuta, która za mną chodzi tak dosłownie od wczoraj:
"And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top Don't hold back"
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=d712Th-4y0Q