środa, 5 czerwca 2013

mamy kryzys, kryzys

No kryzys to ja mam ciągle.. każdego dnia. Mniejszy lub większy.
Wiecie ile obaw się we mnie tli każdego dnia gdy sobie pomyślę, że do mojego wyjazdu coraz bliżej. Z jednej strony jest to ogromna radość, bo poznam nowy kraj, odkryję nowe miejsca, podszkolę się z fotografii, podciągnę się w angielskim, nauczę się nowego języka, zrobię coś dla siebie, coś dla innych oraz otworzę się na ludzi. I jeszcze zdobędę trochę odwagi, bo tego ostatnio bardzo mi brakuje a może nie że brakuje, ale jednak nie czuje się superwomen w tej chwili.
Tak na prawdę to co mnie ciągnie stanowi też jakby nie patrzeć jakąś moją blokadę. Wypisując dzisiaj na kartce rzeczy, których się obawiam i z którymi muszę walczyć to tak na prawdę większość z nich stanowi punkty właśnie dlaczego chce jechać ot co.
Bo wiecie język, niby się coś tam próbuje nauczyć, ale idzie bardzo opornie. Kultura wiadomo całkowicie inna, ale tak bardzo intrygująca, taka jeszcze nie odkryta a tak bardzo ciągnąca w kierunku wschodu. Osoby- tak lubię poznawać nowych ludzi i nawiązywać znajomości w nowych miejscach. Religia- prawosławie, te ikony, cerkwie, piękno. Mnie to jakoś fascynuje! Miejsca, jak się tam odnaleźć i zobaczyć piękno, które oglądam teraz tylko na zdjęciach. Jedzenie- jak zasmakować to czym tak wiele osób się zachwyca. Tęsknota...oj będzie.
I bym mogła tak dalej i dalej...ale to nie o to mi chodzi. Właśnie chodzi o ten nowy świat, nową przestrzeń, nowe doświadczenia.

Posłużę się tutaj wypowiedzią jednej osoby na temat EVS.
Myślę, że lepiej wytłumaczyć się nie da. Chociaż pewnie w przyszłości z Gruzji napiszę coś od siebie. Na razie musi Wam wystarczyć to:
http://cosentio.wordpress.com/2013/05/07/wolontariat-europejski-czyli-jaki/

Polecam do przeczytania a wtedy możemy pogadać. I jak wiecie Gruzja słynie z winna i nie jadę tam tylko w celu jego konsumpcji, ale i również zdobycia doświadczenia w innym świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz