niedziela, 22 grudnia 2013

Witamy w Polsce!

Więc witamy w domu. Niespodzianka się udała! Będzie rodzinnie, spokojnie i radośnie.
Więcej będzie później.
Będzie masa dobrych spotkań i fajnych inicjatyw. Gdyby ktoś coś chciał to łapać- na nowo używam Polskiego numeru na okres do 30.12 (wieczór) :)!

piątek, 20 grudnia 2013

Przedświąteczne zamieszania czyli…


Jak żyć by nie zwariować J. Tak naprawdę to początkiem tygodnia w jednej organizacji odbyły się warsztaty świąteczne robiliśmy dużo fajnych rzeczy, była masa dzieciaków, która podjęła się też zrobienia  rzeczy wykorzystując  np  butelki i innych zbędne przedmioty więc było ekologicznie i świątecznie, fajnie no! Następnym punktem było zaproszenie na świąteczny event wykonany przez dzieci, którzy są podopiecznymi jednej z wolontariuszek na wsi niedaleko Zugdidi. Dzieciaki całe przejęte występami, ale za razem było to takie fajne widzieć tyle uśmiechniętych pyszczków na raz i w tym momencie strasznie zatęskniłam za moimi Bąkami! Trochę wprowadzili mnie w świąteczny nastrój po raz drugi (pierwszy w Tibilisi- ta polska wigilia) i nie wyglądało to sztucznie co jest najważniejsze chyba w tym wszystkim. Naprawdę było to wszystko ociekające radością i taką magią świąteczną- podoba mi się. Była to też za razem świetna okazja do spotkania się ponownie w gronie wolontariuszy. Po świątecznym zamieszaniu przyszedł czas na wystawę prac z projektu w Kobuletii oraz projekcje filmu o Nabadi (gdyby ktoś chciał możemy wspólnie oglądnąć film jest cały po megrelsku, to taki dialekt gruziński, który rozumieją tylko ludzie tutaj – ale nie ja^^).  Jak przystało na wystawę trzeba było wyglądać profesjonalnie, więc i tak było a po całym zamieszaniu padł jeden kieliszek wina a za nim kolejny więc zmęczenie i wino szybko wprowadziło mnie w błogi stan chce iść spać, ale wieczorem czekała supra z okazji urodzin „host brata”- skończyła się szybko, po dużej ilości jedzenia i likierze ogarnął mnie błogostan pójścia spać co dokonało się dopiero po posprzątaniu wszystkich rzeczy.
Po wszystkich pierwszo połowicznych tygodnia zamieszania przyszedł czas zamieszać dalej…. Więc były artystyczne warsztaty nie moje, ale fajnie było wziąć w nich udział! I befor Christmas event wolontariuszy- skończyło się na grze o prezenty, piciu alkoholu i wielu radościach przy wspólnym stole:). Może nie było to standardowe świąteczne spotkanie, ale i tak było fajnie…
I przyszedł koniec tygodnia czyli wariuje na maska. Z rana lista rzeczy co kupić, co zrobić, gdzie co napisać… Ogólnie zamiast skreślać poszczególne punkty, dopisuje kolejne… ale by już jutro!
Christmas party part 4 +dostęp do wody All time :)

PS moi rodzice życzyli mi wczoraj przez skype: „Wesołych świąt- bo gdybyśmy się nie usłyszeli na skypie przed świętami” ^^

środa, 11 grudnia 2013

aktualizacja stanu rzeczy. / gorączkowo, zatokowo i śnieżnie

Tak jak publikacja zdjęć idzie stosunkowo dobrze nam tak właśnie czas by opublikować nowy wpis.
Minęło już trochę czasu, ale naprawdę to nie mam co napisać, albo i mam więc może skleję to jakoś w kilka punktów obejmujących wiele a za razem zawierają się tym ciągle moje zatoki i gorączka. Tak więc:
1. 31.11-1.12 były akcje związane z światowym dniem AIDS, które rzecz można przeleżałam w łóżku a jak już się zebrałam do wyjścia czyli dopiero na 1.12 spotkałam Goczę, który jest Gruzinem i mówi po polsku. Czujecie to? Bo ja ciągle próbuje zacząć mówić więcej po gruzińsku. Mamy zamiar podszkolić się językowo polsko-gruzińsko a za razem nasze rozmowy przeplatane są przez 4 języki (polski, angielski, rosyjski i gruziński) bywa to ciekawa przygoda.
2. 4-6.12 były to dni, które wchodziły jeszcze w program „16days domestic voilence”.  W czasie tych 3 dni były przygotowane kilka eventów.  Jeden (4.12) był najlepszy, cały event zajął może 3-4 godziny przestane na placu centralnym w Zugdidi, niedaleko fontanny (taki skwer), dużo zdjęć których w tym dniu udało mi się zrobić i stosunkowo byłam z nich zadowolona. Tak może to nie do uwierzenia, ale naprawdę byłam zadowolona, chociaż przemarzłam całkowicie. Następnego dnia (5.12) nic szczególnego ten event, kilka zdjęć i jak dla mnie wielka ściema tego wszystkiego.  Natomiast (6.12) był tylko film „Take my eye” szczerze polecam, jest wart zobaczenia, trudny w tematyce. Nie przyszło wiele ludzi, szkoda.
Po tym wszystkim był czas na relaks i czekoladę. Duże ilości czekolady, które po tych 3 dniach były potrzebne.
3. Jako prezent Mikołajkowy uznałam, że pojadę do Tibilisi a za razem była to okazja do spotkania się z moim kuzynem i innymi osobami przebywającymi w stolicy!
Podróż zaczęłam w sobotę rano, kiedy to podążyłam na marszutkę na godz. 9, ale odjechała dopiero o 9.40(nigdy nie wiesz, o której pojedzie). Byłam w Tibilisi ok. godz. 15.30 i od razu umówiłam się z Ewą i jej przyjacielem z Azerbejdżanu na obiad oraz wybraliśmy się do parku rozrywki, po nocy by zobaczyć od góry i nocne Tibilisi- robi wrażenie. Po wyczerpaniu pokładów energii, czas udać się na mieszkanie Karoliny, Szymona i Taylora (gdyby ktoś szukał miejsca do spania to polecam ich lokal- blisko centrum i w samym centrum starego miasta- podam namiary!). Przegląd fb i zobaczenie, że jest kolejna znajoma osoba w tym mieście. Tak więc szybka z mowa na niedzielne przedpołudnie i wybranie się wspólnie na targ staroci oraz kawę- dzięki Sylwia.  Następnie spotkaniem z kuzynem i jego ekipą podróż do katedry Sameby i  plac Europy oraz do polskiego kościoła na mszę w języku łacińskim z czytaniami po rosyjsku, po której to nastąpiło długie oczekiwanie spotkanie z ks.Maciejem przebywającym w Tibilisi. Tak naprawdę to zaprosił nas wszystkich na herbatę na plebanie, więc pogadaliśmy wspólnie, usłyszeliśmy historię kościoła i każdy z nas udał się w swoją stronę z zarysowanym planem na poniedziałkową wspólną podróż do Mcchety. Udaliśmy się tam o 10.15 bez planu czy zwiedzimy dużo, czy nie. Zimno nas ogarnęło straszne, tak więc szybko obskoczyliśmy monastery znajdujące się w centrum i odpuściliśmy podróż do tego dużego na górze. Ja z Sylwią wróciłyśmy do Tibilisi a reszta udała się w dalszą podróż by zobaczyć coś z tej Gruzji przed wylotem do domu. W Tibilisi na obiad adżarskie chaczapruii (to takie z jajkiem i masłem- pycha aa!). I czas rozstania z Sylwią popołudniem, bo każdy swoje plany. Wyszło słońce w Tibilisi więc dobrze było się udać na pochodzenie trochę po tych uliczkach starego miasta, usiąść na dobrym roibosie i udanie się na ciastko z Ią. A wieczorem z gorączką udanie się jeszcze na nocne foty Tibilisi, no bo przecież jeszcze takich zdjęć nie było a to już 3 dzień w tym mieście! Więc były foty, polopiryna i do łóżka z planem nie wstaję przed 10 J. Oczywiście, że w pełni wykonany! W poniedziałek udałam się na bazar poszukać skarpetek. Nawet zakupiłam z jakimś świątecznym wzorem, kolejna herbata w centrum. Wrócenie na mieszkanie po wszystkie rzeczy i udanie się na polską wigilię.
Czujecie to?! 10.12 szybko, ale tak się zdarza gdy konsul opuszcza Gruzję.  Dla mnie fajnie, załapałam się na fajne polskie wydarzenie. Poznałam kolejnych fajnych ludzi z naszego kraju. Ogarnęłam kolejną darmową miejscówkę do spania w warunkach studenckich i dochodziła godzina by udać się do dworca. Tak więc wyszłam i czekam, czekam próby złapania taksówki okazywały się trudniejsze niż przypuszczałam tak więc czemu by nie stop? Podbiłam do jakiegoś pana wyjeżdżającego z parkingu i ten ochoczo zabrał mnie i zawiózł pod same drzwi dworca! Coś podukałam swoim rosyjskim z nim więc ćwiczy się język, ćwiczy!  A podróż w pociągu… Może napiszę tyle. Było mi zimno, spałam w śpiworze, na siedząco w takim długim bez przedziałowym wagonie (ale cicho było nawet), budziłam się co godzinę jak nie częściej i czuje się teraz bardzo zmięta i zmęczona, lecz szczęśliwa całym tym wyjazdem.
Tak naprawdę fajnie jest spotkać tylu wspaniałych ludzi w jednym mieście, spędzić wspaniale czas, chociaż zatoki i gorączka na przemian z dreszczami dają popalić to nie żałuję żadnej chwili, którą spędziłam w Tibilisi. 
Takie spotkania owocują w moje lepsze samopoczucie psychiczne i jeśli tylko będę mogła będę wyjeżdżać jak najczęściej jak w najróżniejsze miejsca a jak co zawsze Tibilisi i Polacy i spanie i ktoś z kim można mądrze pogadać w kryzysowych sytuacjach J.
Dzięki Wam!
4. Zasypało mi Zugdidi! Jest biało, zimno i tak no fajna pogoda do zdjęć, ale przy moim stanie chorobowym ogarniającym strasznie szybko aż się odechciewa by to poczynić... tak więc byle wykurować się do 21.12 :)

PS  jest to 50 post na blogu!


poniedziałek, 25 listopada 2013

Tadam!

Ruszył projekt, ruszają ludzie. Czekam na informację od reszty, ale ja już zaczęłam. Więc zachęcam do zaglądania tu:
http://100facesproject.blogspot.com/
a polubienia tego:
https://www.facebook.com/100facesproject

TADAM:)!

środa, 20 listopada 2013

szkoleniowo-polsko-międzynarodowowo. tadam!

Szkoleniowo– polsko-międzynarodowo!
Byłam sobie 5 dni na szkoleniu dla wolontariuszy EVS w Sighnagi. Piękne miasteczko, ale strasznie zrobione pod turystów to po 1 a po 2 pogoda przez 2 dni nam nie chciała dopisać, więc przywitała nas ogromna mgła i zasłaniała wszystko co mogliśmy widzieć. 
Ogólnie czas świetny. Duża polska ekipa, dużo mogliśmy rozmawiać ze sobą i za równo integrować się  międzynarodowym składzie. Było bardzo rodzinnie. Jeśli w ogóle to odpowiednie słowo, stworzyliśmy bardzo świetną ekipę i  żal było się rozstawać po tych 5 dniach wspólnego imprezowania, dyskusji i masy fajnych inicjatyw!
Szkolenie przyniosło dla mnie czas zatrzymania i poukładania tego co ważne i mniej ważnego. Po prostu wyjechania i nabrania dystansu do życia na EVS. Najważniejsze stwierdzenie to „nie jesteście tutaj, żeby zmienić świat, bo tego się nie da zrobić, ale jesteście tutaj by się czegoś nauczyć.”  Nie pamiętam czy dokładnie to tak było powiedziane, ale na pewno zachodziło o ten kontekst. Wszystkie konferencje, zadania były ważne. Dawały odpowiedzi na pytania, dawały integrację dla nas i pokazywały jak ważna jest grupa i rozmowa.  Pokazywały, że wspólnie możemy zdziałać wiele, bo w samotną podróż nie warto się udawać. Potrzeba wsparcia!
Dodatkowym fajnym aspektem było spotkanie z koordynatorami EVS, którzy akurat mieli swój trening w Tibilisi i przyjechali do nas byśmy mogli z nimi przedyskutować co nieco. Ważne to było. Doceniam ten punkt programu bardzo. Tym bardziej, że nie tylko spotkałam mocną ekipę z Polski ale i również z  innych krajów! Dodatkowo poznałam koordynatorkę z Ustronia. Czujecie to? Spotkać w Gruzji kogoś, kto mieszka tak blisko. Szkoda tylko, że spotkanie było takie krótkie…. ale może w Cn też uda nam się spotkać, kto wie
J?
Wiem, że chaotycznie ale chciałabym się z Wami podzielić wszystkimi ważniejszymi aspektami, ale nie potrafię sobie ich poukładać. Wiem! Gry. Poznałam nowe fajne gry integrujące grupę, naprawdę fajne. Musimy przetestować to w Polsce podczas jakiego spotkania, podczas naszej imprezy
J!
Po intensywnym czasie treningu przyszedł czas rozstania w TIbilisi, aż żal było wyjeżdżać i się rozstać, bo naprawdę fajna ekipa z tych ludzi jest… Tęsknie za Wami, no!

W Tibilisi nocne włóczenie i dzienne. Niesamowite spotkania przypadkowe na ulicy, dające pomysł na kolejne godziny w tym mieście. Ogólnie krótko, bo musicie sami to zobaczyć a ja bardzo chętnie znów tam pojadę! Zdjęć mało i nic szczególnego, zmęczenie dało popalić więc muszę nadrobić. Szkoda, że się nie uda na wystawie być, ale pojadę… w grudniu czemu by nie ;)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Krótko. Tematycznie

Krótko i na temat, bo po co się dziś rozpisywać gdy nie ma o czym. W Polsce mamy święto narodowe i w Zugdidi też będziemy świętować a co się dziwicie? Jest nas tu 8 Polaków i pierwsza okazja do takiego spotkania. Prócz tego, że będę najmłodsza z tego grona, ale co tam. Zawsze fajnie spotkać rodaków w Gruzji (akurat to nie jest takie trudne, bo często jak się gdzieś jedzie można usłyszeć Polski). Pewnie a do tego się cieszę, bo dawno nie miałam okazji spędzić czasu tylko w gronie Polskim, więc okazja 11 listopada jest jak najlepszym momentem aby to zrobić.
A jutro wyjeżdżam nocnym pociągiem do Tibilisi a później dalej do Sighnaghi na szkolenie. Tak właśnie to szkolenie, na którym miałam być we wrześniu ale cieszę się bardziej, bo zobaczę za razem dwa miasta a nie tylko jedno oraz liczę na naprawdę fajne osoby, które uda mi się tam poznać i dobry czas spędzony na szkoleniu.


A z bieżących spraw projekt 100twarzy ciągle się rozwija, rozwija. Muszę oficjalnie podziękować za rozwój projektu na linii Norwegia-Gruzja, bo tylko dzięki Tobie mam tyle sił by dążyć do celu w tym. Dzięki, że mnie tak wspierasz w tym!
 Mam nadzieję, że dojdzie do momentu, kiedy zacznę publikować zdjęcia na nim. Możliwe, że pierwsze gruzińskie oraz włoskie pojawią się już w następnym tygodniu. Ruszę z tym, bo nie można tak trwać w bezczynności.

środa, 6 listopada 2013

Jak z jednodniowej wycieczki powstaje dwudniowa... Kutaisi

Tak więc po małych problemach technicznych czyli po 3 dniach bez komputera, bo zasilacz odmówił posłuszeństwa i przestał ze mną współpracować wracam do świata żywych i mogę napisać o tym jaki miałam fajny weekend. Mianowicie postanowiłyśmy pojechać zobaczyć Kutaisi tym razem.
Kutaisi (gruz. ქუთაისი, nazwy antyczne: Aea/Aia, Kutatisi) – miasto w zachodniej Gruzji, w prowincji Imeretia nad rzeką Rioni, na wysokości 125 – 300 m n.p.m. Około 182,5 tys. mieszkańców, drugie pod względem wielkości miasto Gruzji. Siedziba Parlamentu Gruzji [wikipedia]
Plan prosty, czasu mało ot taka jednodniowa wycieczka, bo miasto tylko 2 godziny drogi w jedną stronę. Na początek wyprawa do informacji turystycznej, aby dowiedzieć się co warto zobaczyć, gdzie iść co zobaczyć. Kilka fot i czas na szybki obiad. Po obiedzie wybrałyśmy się do monastyr gelati. Raj dla osób uwielbiających freski, piękne widoki i taką ciszę oraz spokój wszędzie w koło. Magia miejsca ogarnęła mnie w bardzo szybki sposób, zaczęłam bawić się w robienie zdjęć. Chciałam porobić jeszcze kilka, ale trafiłyśmy na ceremonie ślubną, która uniemożliwiła mi zrobienie kilku zdjęć chociaż i tak jestem zadowolona z tego co udało się tam uchwycić. I tą piękną pogodą jaką nas los obdarzył.
Czas było wydostać się do miasta i dziewczyny postanowiły, że będą nocować. W moich planach było, że wracam do Zugdidi, bo szczerze trochę szkoda było mi kasy na nocleg tym bardziej, że nie jest to tak strasznie daleko, ale dałam się przekonać i zostałam również razem z nimi. Czego oczywiście nie żałuję, bo wieczorem wybrałyśmy się pooglądać miasto nocą, posiedzieć chwilę w knajpie i wróciłyśmy na nocleg do hostelu.
Następnego dnia pierwszym punktem było muzeum historii  - ja popadłam w zachwyt nad tymi wszystkimi ikonami jakie były tam pokazane! Jeszcze nigdy nie widziałam takich pięknych ikon jak właśnie w tym muzeum. Jednak jak wiadomo wszystkie ikony te najważniejsze i najpiękniejsze wyciągane są w cerkwiach jedynie w okresie Wielkanocy więc może wszystko przede mną.
Po muzeum czas na miasto z góry czyli podróż koleją aby podziwiać trochę widoków i trochę miasta od góry. A następnie podróż zobaczyć katedrę Bagrata./ Nie wiem kto wymyślił to, ale od razu skojarzyło mi się z zieloną Studnią Trzech Braci w Cieszynie/, której dach jest zielony, ponieważ został odbudowywany chociaż UNESCO chciało zostawić ją w stanie nienaruszonym. Po zobaczeniu pięknych widoków ze skał, które znajdują się za katedrą powrót do miasta i zaliczenie tamtejszego bazaru! Jakoś tak wydał się inny niż ten w Zugdidi, bo i większy i bardziej ludzie tacy otwarci jeszcze bardziej. Więc spokojnie mogłam zrobić kilka zdjęć.
Ot tak nic szczególnego ta notka, ale dla pamięci zapisuje by nie zapomnieć….
Tak z planu jednodniowej wycieczki powstał bardzo szybko plan dwudniowy czyli wszystko w normie, że nie wraca się do domu tak jak się planowało.

A to jest z monastyru gelati. św. Jerzy- patron Gruzji