Tak jak publikacja zdjęć idzie stosunkowo dobrze nam tak
właśnie czas by opublikować nowy wpis.
Minęło już trochę czasu, ale naprawdę to nie mam co napisać, albo i mam więc
może skleję to jakoś w kilka punktów obejmujących wiele a za razem zawierają
się tym ciągle moje zatoki i gorączka. Tak więc:
1. 31.11-1.12 były akcje związane z światowym dniem AIDS, które rzecz można
przeleżałam w łóżku a jak już się zebrałam do wyjścia czyli dopiero na 1.12
spotkałam Goczę, który jest Gruzinem i mówi po polsku. Czujecie to? Bo ja ciągle
próbuje zacząć mówić więcej po gruzińsku. Mamy zamiar podszkolić się językowo polsko-gruzińsko a za razem nasze
rozmowy przeplatane są przez 4 języki (polski, angielski, rosyjski i gruziński)
bywa to ciekawa przygoda.
2. 4-6.12 były to dni, które wchodziły jeszcze w program „16days domestic
voilence”. W czasie tych 3 dni były
przygotowane kilka eventów. Jeden (4.12)
był najlepszy, cały event zajął może 3-4 godziny przestane na placu centralnym
w Zugdidi, niedaleko fontanny (taki skwer), dużo zdjęć których w tym dniu udało
mi się zrobić i stosunkowo byłam z nich zadowolona. Tak może to nie do
uwierzenia, ale naprawdę byłam zadowolona, chociaż przemarzłam całkowicie.
Następnego dnia (5.12) nic szczególnego ten event, kilka zdjęć i jak dla mnie wielka
ściema tego wszystkiego. Natomiast
(6.12) był tylko film „Take my eye” szczerze polecam, jest wart zobaczenia,
trudny w tematyce. Nie przyszło wiele ludzi, szkoda.
Po tym wszystkim był czas na relaks i czekoladę. Duże ilości czekolady, które
po tych 3 dniach były potrzebne.
3. Jako prezent Mikołajkowy uznałam, że pojadę do Tibilisi a za razem była to
okazja do spotkania się z moim kuzynem i innymi osobami przebywającymi w
stolicy!
Podróż zaczęłam w sobotę rano, kiedy to podążyłam na marszutkę na godz. 9, ale
odjechała dopiero o 9.40(nigdy nie wiesz, o której pojedzie). Byłam w Tibilisi ok.
godz. 15.30 i od razu umówiłam się z Ewą i jej przyjacielem z Azerbejdżanu na
obiad oraz wybraliśmy się do parku rozrywki, po nocy by zobaczyć od góry i nocne
Tibilisi- robi wrażenie. Po wyczerpaniu pokładów energii, czas udać się na
mieszkanie Karoliny, Szymona i Taylora (gdyby ktoś szukał miejsca do spania to
polecam ich lokal- blisko centrum i w samym centrum starego miasta- podam namiary!). Przegląd
fb i zobaczenie, że jest kolejna znajoma osoba w tym mieście. Tak więc szybka z
mowa na niedzielne przedpołudnie i wybranie się wspólnie na targ staroci oraz
kawę- dzięki Sylwia. Następnie
spotkaniem z kuzynem i jego ekipą podróż do katedry Sameby i plac Europy oraz do polskiego kościoła na mszę
w języku łacińskim z czytaniami po rosyjsku, po której to nastąpiło długie
oczekiwanie spotkanie z ks.Maciejem przebywającym w Tibilisi. Tak naprawdę to zaprosił
nas wszystkich na herbatę na plebanie, więc pogadaliśmy wspólnie, usłyszeliśmy
historię kościoła i każdy z nas udał się w swoją stronę z zarysowanym planem na
poniedziałkową wspólną podróż do Mcchety. Udaliśmy się tam o 10.15 bez planu
czy zwiedzimy dużo, czy nie. Zimno nas ogarnęło straszne, tak więc szybko obskoczyliśmy monastery znajdujące się w centrum i odpuściliśmy podróż do tego
dużego na górze. Ja z Sylwią wróciłyśmy do Tibilisi a reszta udała się w dalszą
podróż by zobaczyć coś z tej Gruzji przed wylotem do domu. W Tibilisi na obiad adżarskie chaczapruii (to
takie z jajkiem i masłem- pycha aa!). I czas rozstania z Sylwią popołudniem, bo
każdy swoje plany. Wyszło słońce w Tibilisi więc dobrze było się udać na
pochodzenie trochę po tych uliczkach starego miasta, usiąść na dobrym roibosie
i udanie się na ciastko z Ią. A wieczorem z gorączką udanie się jeszcze na
nocne foty Tibilisi, no bo przecież jeszcze takich zdjęć nie było a to już 3
dzień w tym mieście! Więc były foty, polopiryna i do łóżka z planem nie wstaję
przed 10
J.
Oczywiście, że w pełni wykonany! W poniedziałek udałam się na bazar poszukać
skarpetek. Nawet zakupiłam z jakimś świątecznym wzorem, kolejna herbata w
centrum. Wrócenie na mieszkanie po wszystkie rzeczy i udanie się na polską
wigilię.
Czujecie to?! 10.12 szybko, ale tak się zdarza gdy konsul opuszcza Gruzję. Dla mnie fajnie, załapałam się na fajne
polskie wydarzenie. Poznałam kolejnych fajnych ludzi z naszego kraju. Ogarnęłam
kolejną darmową miejscówkę do spania w warunkach studenckich i dochodziła
godzina by udać się do dworca. Tak więc wyszłam i czekam, czekam próby złapania
taksówki okazywały się trudniejsze niż przypuszczałam tak więc czemu by nie stop? Podbiłam do jakiegoś pana
wyjeżdżającego z parkingu i ten ochoczo zabrał mnie i zawiózł pod same drzwi
dworca! Coś podukałam swoim rosyjskim z nim więc ćwiczy się język, ćwiczy! A podróż w pociągu… Może napiszę tyle. Było
mi zimno, spałam w śpiworze, na siedząco w takim długim bez przedziałowym
wagonie (ale cicho było nawet), budziłam się co godzinę jak nie częściej i
czuje się teraz bardzo zmięta i zmęczona, lecz szczęśliwa całym tym wyjazdem.
Tak naprawdę fajnie jest spotkać tylu wspaniałych ludzi w jednym mieście,
spędzić wspaniale czas, chociaż zatoki i gorączka na przemian z dreszczami dają
popalić to nie żałuję żadnej chwili, którą spędziłam w Tibilisi.
Takie spotkania owocują w moje lepsze samopoczucie psychiczne i jeśli tylko
będę mogła będę wyjeżdżać jak najczęściej jak w najróżniejsze miejsca a jak co
zawsze Tibilisi i Polacy i spanie i ktoś z kim można mądrze pogadać w
kryzysowych sytuacjach
J.
Dzięki Wam!
4. Zasypało mi Zugdidi! Jest biało, zimno i tak no fajna pogoda do zdjęć, ale przy moim stanie chorobowym ogarniającym strasznie szybko aż się odechciewa by to poczynić... tak więc byle wykurować się do 21.12 :)
PS jest to 50 post na blogu!