poniedziałek, 25 listopada 2013

Tadam!

Ruszył projekt, ruszają ludzie. Czekam na informację od reszty, ale ja już zaczęłam. Więc zachęcam do zaglądania tu:
http://100facesproject.blogspot.com/
a polubienia tego:
https://www.facebook.com/100facesproject

TADAM:)!

środa, 20 listopada 2013

szkoleniowo-polsko-międzynarodowowo. tadam!

Szkoleniowo– polsko-międzynarodowo!
Byłam sobie 5 dni na szkoleniu dla wolontariuszy EVS w Sighnagi. Piękne miasteczko, ale strasznie zrobione pod turystów to po 1 a po 2 pogoda przez 2 dni nam nie chciała dopisać, więc przywitała nas ogromna mgła i zasłaniała wszystko co mogliśmy widzieć. 
Ogólnie czas świetny. Duża polska ekipa, dużo mogliśmy rozmawiać ze sobą i za równo integrować się  międzynarodowym składzie. Było bardzo rodzinnie. Jeśli w ogóle to odpowiednie słowo, stworzyliśmy bardzo świetną ekipę i  żal było się rozstawać po tych 5 dniach wspólnego imprezowania, dyskusji i masy fajnych inicjatyw!
Szkolenie przyniosło dla mnie czas zatrzymania i poukładania tego co ważne i mniej ważnego. Po prostu wyjechania i nabrania dystansu do życia na EVS. Najważniejsze stwierdzenie to „nie jesteście tutaj, żeby zmienić świat, bo tego się nie da zrobić, ale jesteście tutaj by się czegoś nauczyć.”  Nie pamiętam czy dokładnie to tak było powiedziane, ale na pewno zachodziło o ten kontekst. Wszystkie konferencje, zadania były ważne. Dawały odpowiedzi na pytania, dawały integrację dla nas i pokazywały jak ważna jest grupa i rozmowa.  Pokazywały, że wspólnie możemy zdziałać wiele, bo w samotną podróż nie warto się udawać. Potrzeba wsparcia!
Dodatkowym fajnym aspektem było spotkanie z koordynatorami EVS, którzy akurat mieli swój trening w Tibilisi i przyjechali do nas byśmy mogli z nimi przedyskutować co nieco. Ważne to było. Doceniam ten punkt programu bardzo. Tym bardziej, że nie tylko spotkałam mocną ekipę z Polski ale i również z  innych krajów! Dodatkowo poznałam koordynatorkę z Ustronia. Czujecie to? Spotkać w Gruzji kogoś, kto mieszka tak blisko. Szkoda tylko, że spotkanie było takie krótkie…. ale może w Cn też uda nam się spotkać, kto wie
J?
Wiem, że chaotycznie ale chciałabym się z Wami podzielić wszystkimi ważniejszymi aspektami, ale nie potrafię sobie ich poukładać. Wiem! Gry. Poznałam nowe fajne gry integrujące grupę, naprawdę fajne. Musimy przetestować to w Polsce podczas jakiego spotkania, podczas naszej imprezy
J!
Po intensywnym czasie treningu przyszedł czas rozstania w TIbilisi, aż żal było wyjeżdżać i się rozstać, bo naprawdę fajna ekipa z tych ludzi jest… Tęsknie za Wami, no!

W Tibilisi nocne włóczenie i dzienne. Niesamowite spotkania przypadkowe na ulicy, dające pomysł na kolejne godziny w tym mieście. Ogólnie krótko, bo musicie sami to zobaczyć a ja bardzo chętnie znów tam pojadę! Zdjęć mało i nic szczególnego, zmęczenie dało popalić więc muszę nadrobić. Szkoda, że się nie uda na wystawie być, ale pojadę… w grudniu czemu by nie ;)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Krótko. Tematycznie

Krótko i na temat, bo po co się dziś rozpisywać gdy nie ma o czym. W Polsce mamy święto narodowe i w Zugdidi też będziemy świętować a co się dziwicie? Jest nas tu 8 Polaków i pierwsza okazja do takiego spotkania. Prócz tego, że będę najmłodsza z tego grona, ale co tam. Zawsze fajnie spotkać rodaków w Gruzji (akurat to nie jest takie trudne, bo często jak się gdzieś jedzie można usłyszeć Polski). Pewnie a do tego się cieszę, bo dawno nie miałam okazji spędzić czasu tylko w gronie Polskim, więc okazja 11 listopada jest jak najlepszym momentem aby to zrobić.
A jutro wyjeżdżam nocnym pociągiem do Tibilisi a później dalej do Sighnaghi na szkolenie. Tak właśnie to szkolenie, na którym miałam być we wrześniu ale cieszę się bardziej, bo zobaczę za razem dwa miasta a nie tylko jedno oraz liczę na naprawdę fajne osoby, które uda mi się tam poznać i dobry czas spędzony na szkoleniu.


A z bieżących spraw projekt 100twarzy ciągle się rozwija, rozwija. Muszę oficjalnie podziękować za rozwój projektu na linii Norwegia-Gruzja, bo tylko dzięki Tobie mam tyle sił by dążyć do celu w tym. Dzięki, że mnie tak wspierasz w tym!
 Mam nadzieję, że dojdzie do momentu, kiedy zacznę publikować zdjęcia na nim. Możliwe, że pierwsze gruzińskie oraz włoskie pojawią się już w następnym tygodniu. Ruszę z tym, bo nie można tak trwać w bezczynności.

środa, 6 listopada 2013

Jak z jednodniowej wycieczki powstaje dwudniowa... Kutaisi

Tak więc po małych problemach technicznych czyli po 3 dniach bez komputera, bo zasilacz odmówił posłuszeństwa i przestał ze mną współpracować wracam do świata żywych i mogę napisać o tym jaki miałam fajny weekend. Mianowicie postanowiłyśmy pojechać zobaczyć Kutaisi tym razem.
Kutaisi (gruz. ქუთაისი, nazwy antyczne: Aea/Aia, Kutatisi) – miasto w zachodniej Gruzji, w prowincji Imeretia nad rzeką Rioni, na wysokości 125 – 300 m n.p.m. Około 182,5 tys. mieszkańców, drugie pod względem wielkości miasto Gruzji. Siedziba Parlamentu Gruzji [wikipedia]
Plan prosty, czasu mało ot taka jednodniowa wycieczka, bo miasto tylko 2 godziny drogi w jedną stronę. Na początek wyprawa do informacji turystycznej, aby dowiedzieć się co warto zobaczyć, gdzie iść co zobaczyć. Kilka fot i czas na szybki obiad. Po obiedzie wybrałyśmy się do monastyr gelati. Raj dla osób uwielbiających freski, piękne widoki i taką ciszę oraz spokój wszędzie w koło. Magia miejsca ogarnęła mnie w bardzo szybki sposób, zaczęłam bawić się w robienie zdjęć. Chciałam porobić jeszcze kilka, ale trafiłyśmy na ceremonie ślubną, która uniemożliwiła mi zrobienie kilku zdjęć chociaż i tak jestem zadowolona z tego co udało się tam uchwycić. I tą piękną pogodą jaką nas los obdarzył.
Czas było wydostać się do miasta i dziewczyny postanowiły, że będą nocować. W moich planach było, że wracam do Zugdidi, bo szczerze trochę szkoda było mi kasy na nocleg tym bardziej, że nie jest to tak strasznie daleko, ale dałam się przekonać i zostałam również razem z nimi. Czego oczywiście nie żałuję, bo wieczorem wybrałyśmy się pooglądać miasto nocą, posiedzieć chwilę w knajpie i wróciłyśmy na nocleg do hostelu.
Następnego dnia pierwszym punktem było muzeum historii  - ja popadłam w zachwyt nad tymi wszystkimi ikonami jakie były tam pokazane! Jeszcze nigdy nie widziałam takich pięknych ikon jak właśnie w tym muzeum. Jednak jak wiadomo wszystkie ikony te najważniejsze i najpiękniejsze wyciągane są w cerkwiach jedynie w okresie Wielkanocy więc może wszystko przede mną.
Po muzeum czas na miasto z góry czyli podróż koleją aby podziwiać trochę widoków i trochę miasta od góry. A następnie podróż zobaczyć katedrę Bagrata./ Nie wiem kto wymyślił to, ale od razu skojarzyło mi się z zieloną Studnią Trzech Braci w Cieszynie/, której dach jest zielony, ponieważ został odbudowywany chociaż UNESCO chciało zostawić ją w stanie nienaruszonym. Po zobaczeniu pięknych widoków ze skał, które znajdują się za katedrą powrót do miasta i zaliczenie tamtejszego bazaru! Jakoś tak wydał się inny niż ten w Zugdidi, bo i większy i bardziej ludzie tacy otwarci jeszcze bardziej. Więc spokojnie mogłam zrobić kilka zdjęć.
Ot tak nic szczególnego ta notka, ale dla pamięci zapisuje by nie zapomnieć….
Tak z planu jednodniowej wycieczki powstał bardzo szybko plan dwudniowy czyli wszystko w normie, że nie wraca się do domu tak jak się planowało.

A to jest z monastyru gelati. św. Jerzy- patron Gruzji